Sala samobójców (2011)

reż. Jan Komasa

Nie jest to żadna nowość, bo liczy sobie już 8 lat, ale mocny. Z gatunku tych filmów, które dotykają samego dna serca. Nie dają spokoju. Są przeraźliwie aktualne.

0
0,0 rating
0 z 5 gwiazdek (na podstawie 0 opinii}
Wyśmienity0%
Bardzo dobry0%
Przeciętny0%
Słaby0%
Bardzo słaby0%

Nie jest to żadna nowość, bo liczy sobie już 8 lat, ale mocny. Z gatunku tych filmów, które dotykają samego dna serca. Nie dają spokoju. Są przeraźliwie aktualne. Kiedy oglądałam „Salę samobójców” zaraz po premierze, to owszem, byłam pod wrażeniem. Było to jednak inne wrażenie: wrażenie widza jakiejś dobrze opowiedzianej historii. WIDZA – nie UCZESTNIKA. Kilka dni temu obejrzałam ten film po raz drugi, z perspektywy kogoś, kto od dwóch lat ma kontakt z młodzieżą licealną. I zrozumiałam, jak bardzo prawdziwa jest tytułowa „sala samobójców” czyli przerażająca iluzja, w jaką pakuje się bohater filmu, maturzysta Dominik. Poznaje w sieci tajemniczą dziewczynę o różowych włosach, która ukrywa swoją tożsamość pod awatarem. „Myślałem, że będziemy rozmawiać, a nie tańczyć w jakiejś grze” – mówi do niej Dominik, spragniony kontaktu, czułości, relacji. Jak głęboka jest jego samotność, jak rozpaczliwe wołanie o uwagę. I jak bezdenna ślepota wiecznie zajętych wszystkim, tylko nie własnym dzieckiem, rodziców – zdziwionych, kiedy dochodzi do tragedii. Bo przecież „miał wszystko”. Przekonanych, że „problem” da się szybko i bezboleśnie załatwić lekami psychotropowymi, bo od tego są psychiatrzy…

Film utrzymany jest w mrocznej atmosferze obrazującej depresję bohatera. Niebieskawa kolorystyka, klamrowy początek i koniec w operze. Jednak spektakl, jaki oglądamy wraz z rodzicami Konrada (którzy, jak można wywnioskować, przyszli do teatru, „bo wypada” i „żeby się pokazać”) – w początkowej scenie występ śpiewaka operowego, w finałowej: baletnicy – jest ponury jak cały filmowy świat przedstawiony. Twarz śpiewaka i tancerki jest przeraźliwie bezemocjonalna, naznaczona śmiercią, pusta. Jak rzeczywistość wirtualna, w której utkwił Dominik…

Ja jestem drogą, prawdą i życiem – mówi do nas Jezus w Ewangelii. (J 14. 6).  Bohater „Sali samobójców” gubi drogę, nie wie, co jest prawdą – martwa egzystencja w realu czy wirtualna iluzja – aż wreszcie uchodzi z  niego życie… Bo nie ma życia bez miłości. Tej ludzkiej i Tej największej, która otworzyła nam bramy nieba. Trudno oczekiwać od Dominika, żeby to rozumiał. Nikt mu tego nie pokazał. Może to nasze zadanie? Pokazywać tym, którzy umierają na raty, gdzie jest Droga, Prawda i Życie. Gdzie jest Miłość…

Niektórzy recenzenci zarzucają filmowi powierzchowność, banał w ukazywaniu rozpadu życia rodzinnego i problemów współczesnych nastolatków, „załatwianie” narracji animacją komputerową, przy jednoczesnej nieporadności w ukazywaniu „realu”. Nie zgadzam się. Są oczywiście w filmie momenty skrótu, banalizacji, przerysowania – ale po to, żeby uwypuklić bolesną prawdę o zagubionym, pozbawionym miłości dziecku w banalnym, powierzchownym, plastikowym jak wirtualna rzeczywistość świecie. Uwierzcie: takich Dominików jest bardzo wiele w szkołach średnich. A droga do tytułowej „sali samobójców” zaczyna się o wiele wcześniej. Już na etapie przedszkola…

Siostra Benedykta Baumann

Siostra Benedykta Baumann

www.zakonnicabezprzebrania.blogspot.com

Zakonnica bez przebrania, dominikanka, Twórczyni Teatru Dzikie Koty. Prowadzi duszpasterstwo młodych aktorów. Wychowana w rodzinie aktorskiej, pośród scenografii teatralnej.

Wasza ocena

0
0,0 rating
0 z 5 gwiazdek (na podstawie 0 opinii}
Wyśmienity0%
Bardzo dobry0%
Przeciętny0%
Słaby0%
Bardzo słaby0%

Ocen film

Wszystkie opinie

There are no reviews yet. Be the first one to write one.