"Notes duchowy"

Maluczko, Pallotinum

Przez ostatnie trzy lata Pan poruszał moje serce słowami zawartymi w Starym Testamencie. Głębię emocji odnalazłam w Psalmach. Miłość Boża dotknęła  mnie na nowo w Księgę Izajasza. Wskazówki dotyczące prowadzenia pobożnego życia znalazłam w Księdze Przysłów czy księgach mądrościowych.

Jednak w swoim sercu poczułam pragnienie powrotu do tej części Biblii, ku której zmierza cała historia Zbawienia. Do Ewangelii. I tu pojawiła się obawa. Jak Bóg dotknie mnie na nowo przez Słowo, które znam niemalże na pamięć? Wszak tyle razy czytałam Ewangelię. Tyle razy słyszałam Ją w kościele. Tyle razy pochylałam się nad Nią podczas rekolekcji czy dni skupienia. Ewangelia stała się dla mojego życia duchowego czymś w rodzaju wyciśniętej cytryny. Niczym nie mogła mnie zaskoczyć.

Moje wewnętrzne pragnienie sięgnięcia po Nią z dnia na dzień wyraźnie zaczęło słabnąć. Stary człowiek ograniczony utartymi schematami myślenia i działania zdawał się zwyciężać. I kiedy już miałam porzucić myśl o rozważaniu Ewangelii w moje ręce trafił Notes Duchowy. Ucieszyłam się. Ktoś poprowadzi mnie przez znane mi fragmenty. Pokaże mi je na nowo. Wszak nad notesem pracował sztab duchowych specjalistów. Na pewno zaskoczą mnie wnikliwe rozważania, pogłębione refleksje kulturowe, teologiczne, a może nawet językowe. Tak, tego oczekiwałam. To był jedyny sposób, by Bóg zaczął do mnie mówić przez karty Ewangelii. Postanowiłam więc, że codzienne będę spędzać 30 minut na rozważaniu jednego fragmentu Ewangelii Łukasza. Oczywiście analiza tekstu miała się odbywać tylko i wyłącznie za pomocą cenionego przeze mnie i sprawdzonego lectio divina.

Niestety. W Notesie nie znalazłam egzegetycznych i iście teologicznych rozważań, które jak sądziłam, otworzą przede mną dogłębne rozumienie Bożego Słowa. A co, gorsza, nie udało mi się wytrwać w postanowieniu 30 -minutowych  spotkań z Panem. A więc i lectio divina nie zdało egzaminu. Życie mamy czwórki chłopców, czynnej zawodowo, a do tego bardzo zaangażowanej w życie lokalnego kościoła, nie pozwoliło mi na tak długą i wnikliwą modlitwę, o jakiej marzyłam.

Miałam dwa wyjścia. Albo zarzucić lekturę Ewangelii, skoro nie stać mnie na solidną dawkę skupienia nad Słowem (co podpowiadał trudny do wyleczenia perfekcjonizm), albo trwać dalej, poświęcając Bogu tyle, ile mogłam. Czasem 15, częściej 10, a najczęściej 5 minut dziennie. I to bez lectio divina (ech, co za żal). Zdecydowałam się wybrać mniej, można by rzecz „maluczko”, co w moim przypadku okazało się jednak wielkim zyskiem duchowym. Takie podejście otworzyło mnie na Boga i pozwoliło Mu działać.

Teraz Notes duchowy stał się tym, do czego został stworzony, a mianowicie okazją do spotkania z Panem. W biegu. W zmęczeniu. Pośród licznych chorób, jakie jesienną porą spadają na wielodzietną rodzinę. Notes Duchowy niósł nadzieję, gdy przyszło mi zmagać się z covidem. Gdy zabrakło zdrowia i sił nwet na 5- minutowe spotkania z Panem. Gdy jedyną modlitwą, na jaką było mnie stać, stało się przeczytanie fragmentu i dołączonego do niej komentarza.

Czym jest Notes duchowy? To czytanie Ewangelii fragment po fragmencie każdego dnia. To rozważanie Bożego Słowa wsparte refleksją autorów. To narzędzie – taki telefon, sms, list czy komunikator, jak kto woli – które pomaga wejść w dialog Panem. Możesz posłuchać Pana, wypowiedzieć przed Nim swoje myśli i otrzymać odpowiedź. Notes duchowy to przestrzeń na zbudowanie intymnej relacji z Panem. To podjęcie rozmowy ze Słowem, które przenika, przemienia i uwalnia człowieka.

Tym, co dotknęło mnie w Notesie, okazały się rozważania zaproponowane przez autorów. Proste i głębokie zarazem. Bardzo dotykające tego, co przeżywam. Rozważania, które pozwoliły mi spuścić z tonu i przyjąć siebie taką, jaką jestem. Ze swoimi rozterkami, grzechami, kompleksami. Bo taką przyjmuje i kocha mnie właśnie sam Bóg.  Zaskakujące było to, że niejednokrotnie rozważania pokrywały się z tym, co rodziło się w moim sercu na modlitwie. To był dla mnie znak, że Bóg jest obecny i działa przez to narzędzie.

Dzięki Notesowi duchowemu Bóg przypomniał, że nie oczekuje ode mnie nie wiadomo czego. Jemu potrzeba mojego „maluczko”, by mógł działać.  Dzięki Notesowi zobaczyłam, że Bóg chce spotykać się ze mną, nie tylko na długiej i pięknej medytacji, ale także w mojej najzwyklejszej i najbardziej szarej codzienności. Notes Duchowy pokazał mi też fakt, że Bóg jest zawsze blisko, tuż obok mnie. Niezależnie od tego, w jakiej kondycji duchowej czy fizycznej się znajduję.

Zdjęcia: Marta Łysek

5
Rated 5 out of 5
5 z 5 gwiazdek (na podstawie 1 opinii}
Wyśmienity100%
Bardzo dobry0%
Przeciętny0%
Słaby0%
Bardzo słaby0%
Iwona Zduniak

Iwona Zduniak

facebook/Uśmiech do kwadratu

Kreatywny nauczyciel języka angielskiego, polskiego i muzyki. Autorka bajek dla dzieci. Copyrwriter z zamiłowania. Żona cudownego męża i mama 4 żywiołowych chłopców. Od 12 lat regularnie (nie zawsze namiętnie czy z własnej woli) ogląda kino familijne i czyta literaturę dziecięcą.