Adrianna Złoch (Katolicki Networking):
W skrócie na początku przedstaw swoją inicjatywę.

Marek Olejniczak: Jestem coachem i moja inicjatywa nazywa się ImagoCoaching, oprócz tego jestem filozofem i etykiem.  Imago to jest taka dojrzała postać owada, to taki rozwinięty motylek – rozwinięty, bo rozwijamy się w ciągu życia. Poza tym motyle są piękne, a chodzi o to, żeby ludzie byli piękni i coraz piękniejsi.

Adrianna Złoch: Przy pojęciu coachingu rodzi się pytanie co to właściwie jest, niektórzy mają obawy nie tylko co do samego pojęcia, ale też co do samej praktyki coachingu we współczesnym świecie. Praktyki coachingowe są w niektórych środowiskach katolickich postrzegane jako zagrożenie duchowe – to zarzut, ale myślę że dzisiaj dlatego się spotykamy, żebyś przybliżył nam wszystkim na czym polega twoja praca i działanie coacha chrześcijańskiego.

Marek Olejniczak: Może zacznę od tego, że coaching jest metodą wspierania człowieka w jego rozwoju. To nie jest ani terapia, ani żadna forma doradzania, ani mentoring. To jest metoda pomagania człowiekowi w odkrywaniu jego potencjału, w odkrywaniu jego marzeń, jego skrytych pragnień, jego celów życiowym i poprzez zadawanie pytań otwartych druga osoba zaczyna dostrzegać pewne rzeczy, które gdzieś tam głęboko były skryte podprogowo w podświadomości. Wtedy zaczyna sobie formułować cele, plany, zaczyna odkrywać też swój prawdziwy potencjał. Jak to się ma do chrześcijaństwa? Chrześcijaństwo to jest przecież rozwój, to jest droga ku Panu Bogu, więc coachingu – tym bardziej chrześcijańskiego, ale i coachingu po prostu – katolicy nie powinni się obawiać, wręcz przeciwnie. Jedyne czego można się obawiać, to tego że te cele faktycznie zaczną się realizować i z naszej strefy komfortu będziemy wychodzić i odnosić sukcesy. Coaching chrześcijański to jest coaching prowadzony przez chrześcijanina, więc wartości chrześcijańskie są jak najbardziej mi bliskie, natomiast on jest neutralny światopoglądowo. Jeżeli przychodzą do mnie ludzie niewierzący to również mogą znaleźć tutaj pomoc.

Adrianna Złoch: Czy widzisz jakieś istotne różnice pomiędzy tym jak postrzegamy nasz rozwój czy wewnętrzne mury, uwarunkowania- w tym jak pracują nad swoimi trudnymi problemami katolicy, a jak inni chrześcijanie?

Marek Olejniczak: Dużej różnicy tutaj nie ma, bo praca coacha jest pracą na celach, to nie jest praca nad człowiekiem nad jego rozwojem duchowym, raczej bym powiedział że to jest wspieranie człowieka w osiąganiu celów, które sobie wyznaczył, więc jeżeli chce się rozwijać duchowo, może wyznaczać sobie jakieś cele, które odkrywa na modlitwie, gdzie wie że coś chciałby robić, ale nie bardzo wie jak – więc tutaj coach jak najbardziej może pomóc i ja w ten sposób pomagam.

Adrianna Złoch: A czy w twojej pracy w jakiś sposób przejawia się to, że sam korzystasz ze Słowa Bożego, Pisma Świętego? Czy jako katolicy skorzystamy z takiego wyboru coacha chrześcijańskiego, być może czasami obok kierownictwa duchowego? Czy Pismo Święte jest przydatnym narzędziem w twojej pracy? Kiedy pracujesz na trudnościach, nauka Chrystusa w jakiś sposób musi się przejawiać, skoro mówisz że jest to chrześcijański coaching.

Marek Olejniczak: Z całą pewnością Chrystus jest dobrym coachem, myślę że najlepszym, oprócz tego że jest doskonałym mentorem, natomiast jedna myśl szczególnie jest przydatna w rozwoju osobowym, a mianowicie to Chrystusowe „nie lękajcie się”. Jeżeli od tego zaczniemy i zaczniemy krok po kroku szukać, wtedy zaczniemy się rozwijać i będziemy faktycznie kroczyć tą drogą, którą Pan Bóg dla nas przygotował. A propos tej obawy co do coachingu ze strony chrześcijan czy katolików – są doskonałe pozycje książkowe, na przykład Gary Collins napisał „Coaching w ujęciu chrześcijańskim” czy Małgorzata Kornacka, która napisała bardzo dobrą książkę „Boży coaching”. Znając coaching, wiedząc czym on jest i co naprawdę daje ludziom – czy wierzącym, czy niewierzącym – myślę, że naprawdę nie ma powodów do obaw.

Adrianna Złoch: Mnie zastanawia jedna rzecz – coaching kojarzy się z motywowaniem, zdobywaniem własnych aspiracji, marzeń, pragnień i z ich realizacją. Tymczasem w naszym życiu realnym jesteśmy skonfrontowani z innymi ludźmi, sytuacją w rodzinie, zdrowotną, finansową, mamy też kataklizmy takie jak koronawirus (2020 r.) – nie zawsze można wszystko postrzegać pozytywnie. Często jest tak, że uciska nas i leży na sercu ten kamień trudu. Pan Jezus często mówił o rezygnowaniu z siebie, o stawaniu w pokorze, o tym żebyśmy miłowali naszych braci – nawet tych, którzy są trudnymi braćmi, którzy czasami są nieprzyjaciółmi. Myślę, że osoby które krytykują coaching myślą o tej obawie, że za bardzo podkreślamy siebie, gdy tymczasem w życiu realnym to rezygnowanie z siebie jest budowaniem miłości rodzinnej, małżeńskiej. Jak do tego byś się odniósł?

Marek Olejniczak: Ja bym tutaj nie widział takiego zagrożenia – to my mamy się rozwijać, to my mamy dążyć do Królestwa Bożego, ludzie są na naszej drodze i my z nimi idziemy do przodu. To, że ja czy ktokolwiek inny będzie się rozwijał, będzie wyznaczał sobie dobre cele i będzie do nich konsekwentnie dążył nie powinno tutaj w niczym przeszkadzać. Coaching to nie jest takie typowe amerykańskie myślenie pozytywne , takie afirmowanie się „będzie dobrze”, „nie martw się” albo „Bóg Cię kocha”, tutaj nie chodzi o tego typu puste afirmacje. Tu chodzi o odkrycie swojego prawdziwego potencjału, wartości które nami motywują. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby osoba korzystająca z coachingu równolegle korzystała z psychoterapii lub z kierownictwa duchowego. Mam tylko takie przeczucie graniczące z pewnością, że jeżeli ktoś będzie korzystał z dobrego kierownictwa duchowego, to do coacha nie przyjdzie, nie będzie miał takiej potrzeby.

Adrianna Złoch: Coaching pewnie to jest też droga, która czasami jest dobrym wyborem dopomagania swojemu wzrostowi duchowemu, kiedy jest jeszcze w nas jakiś mur. To jest odnajdywanie mocy w sobie i korzystanie z niej, także w tych momentach trudnych, i dzięki temu przechodzenie tych momentów trudnych w sposób pełen pokoju serca. Myślę, że też o tym myślałeś, mówiąc że to jest znajdowanie w sobie tej siły… Odnalazłam na Twojej stronie jeszcze bardzo ciekawą propozycję bezpłatnego wsparcia kryzysowego. Chciałam zapytać o to, co robicie w ramach tego wsparcia.

Marek Olejniczak: Tak, ja jestem członkiem zespołu Ośrodka Rozwoju Osobistego, należącego do Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. To jest inicjatywa głównie dwóch osób – Karoliny Siodmiak i Anny Bialik, ja do niej zostałem również zaproszony i podjąłem tę drogę wspierania osób. To są takie krótkie rozmowy wsparcia kryzysowego. Przyjaciele z Ośrodka Rozwoju Osobistego są psychoterapeutami, a ja jestem coachem – coaching również w takim ujęciu kryzysowym można zastosować, więc jeżeli ktoś do mnie dzwoni to rozmawiamy i udzielam takiego wsparcia. Często osoby korzystające na co dzień z jakiejś formy terapii czy terapii grupowej teraz zostały same ze swoimi problemami, ponieważ nie do końca się jeszcze odnalazły w formie terapii on-line, dlatego szukają takiego wsparcia.

Adrianna Złoch: Dziękuję ci serdecznie za rozmowę. Jestem głęboko przekonana, że te działalności które wypływają z naszych serc, naszych dusz, wypływają z naszej wewnętrznej mocy-  że one potem świętują sukcesy. Mam także nadzieję i tego życzę, żeby to były również sukcesy finansowe, bo nasze domy dzięki temu mogą dawać więcej i pomagać więcej, kiedy sami żyjemy w obfitości. Możesz też zaprosić teraz nas na swoje kanały?

Marek Olejniczak: Zapraszam na moją stronę Imago – Coaching na facebooku, tam jest również link do strony internetowej. Zachęcam do rozwoju osobistego i do trwania w mocy nie tylko kobiety, ale również mężczyzn. Ten czas (pandemia koronawirusa 2020 r.) jest rzeczywiście czasem trudnym, ale jestem głęboko przekonany, że to jest też czas dobrej nadziei na przyszłość, że może się dużo różnych dobrych rzeczy zadziać, więc bądźmy otwarci również na to dobro, które jest przed nami.

 

Basia Wnuk

Basia Wnuk

transkrybentka wywiadu

Na co dzień graficzka i śpiewająca blogerka. Pomaga wolontaryjnie w transkrypcjach wywiadów dla Katolickiego Networkingu (dziękujemy Basiu!).